dk. Mariusz Kocoł
msza.net
Cuda Mistrza z Nazaretu: Jezus oczyszcza z trądu 5.12.2006

Wstęp
Jedną z najbardziej przerażających i godnych litości chorób opisanych w Nowym Testamencie jest trąd. Żadna inna choroba nie doprowadzała człowieka do tak odrażającej, a przy tym trwającej długie lata ruiny. Gdy Chrystus posyłał apostołów dał im nakaz: Chorych uzdrawiajcie, trędowatych oczyszczajcie (…) (Mt 10,8). Uczniowie mieli postępować wbrew powszechnemu zwyczajowi – trzymania się od tych chorych z daleka.

Rodzaje trądu
Przeważnie wyróżnia się trzy rodzaje trądu. Trąd guzkowaty rozpoczyna się niewytłumaczalną sennością i bólem stawów. Następnie pojawiają się na ciele, zwłaszcza na plecach, symetrycznie umieszczone, odbarwione plamy. Na nich formują się małe guzki, początkowo koloru różowego, później przechodzące w brązowy. Guzki gromadzą się głównie w zgięciach skóry, na policzkach, nosie, wargach i na czole. Twarz zmienia się z czasem do tego stopnia, że traci cechy ludzkie i z wyglądu zaczyna przypominać – jak to mówili starożytni – lwa. Guzki powiększają się, robią się z nich wrzody sączące cuchnącą wydzieliną. Brwi wypadają, oczy są bardzo szeroko otwarte. Owrzodzone struny głosowe dają chrapliwy głos i dychawiczny oddech. Wrzodami pokrywają się również ręce i stopy. Powoli chory staje się masą gnijących narośli. Choroba męczy człowieka przeciętnie około dziewięciu lat i prowadzi do zaniku władzy umysłowych, śpiączki i w końcu do śmierci. Cierpiący staje się w najwyższym stopniu odpychający dla siebie i dla otoczenia. Drugim rodzajem tej choroby jest trąd powodujący utratę czucia. W stadiach wstępnych jest taki sam, jak opisany wyżej pierwszy rodzaj, z tą różnicą, że atakuje również układ nerwowy. Dotknięte nim części ciała całkowicie tracą czucie. Chory długo nie zdaje sobie sprawy, że został zarażony. Może dowiedzieć się o swoim trądzie przypadkowo, stwierdzając brak bólu w okolicznościach, w jakich ból powinien wystąpić, na przykład przy zetknięciu się z ogniem. W miarę postępu choroby uszkodzenie nerwów powoduje pojawienie się odbarwionych plam i pęcherzy. Mięsnie obumierają, kurczą się ścięgna, ręce stają się podobne do szponów. Paznokcie ulegają zniekształceniu. Później następuje chroniczne owrzodzenie stóp i rąk prowadzące do stopniowej utraty palców. W ciężkim stanie rozwoju choroby, odpadają całe stopy i dłonie. Choroba trwa od dwudziestu do trzydziestu lat i nie leczona kończy się śmiercią. Jest to straszne, powolne, postępujące umieranie ciała. Najczęściej spotykanym jest trzeci rodzaj trądu – połączenie pierwszego i drugiego rodzaju.
Biblia natomiast rozróżnia siedem rodzajów tej choroby: nabrzmienie, wysypka lub plama (Kpł 13,1-8), podejrzane wrzody (Kpł 13,18-23), trąd na oparzeliźnie (Kpł 13,24-28), trąd na głowie lub brodzie (Kpł 13,29-37), pokrzywka (Kpł 13,38-39), trąd u łysych (Kpł 13,18-23).
W czasach Jezusa w Palestynie wiele ludzi chorowało na tę straszliwą chorobę. Istnieje jednak problem. W czasach Jezusa Chrystusa posługiwano się terminem trąd również do określenia innych chorób skóry. Widzimy to wyraźnie w biblijnym katalogu rodzajów choroby. Tym słowem określano wszelką łuszczycę i grzybicę. Terminu trąd używano też w odniesieniu do szat (Kpł 13,47) określając tkaniny dotknięte jakimś rodzajem pleśni, jak i do domów (Kpł 14,33) z zagrzybionymi, bądź butwiejącymi ścianami. W hebrajskiej myśli, trąd miał szerokie znaczenie i określał każdy rodzaj choroby, który może zaatakować skórę. Wiedza medyczna tamtych czasów była nikła, co powodowało, że nie umiano rozróżniać chorób skóry . Używano tego samego terminu do określenia zarówno strasznych, nieuleczalnych chorób, jak i stosunkowo nieszkodliwych dla zdrowia.

Nieczystość u Żydów
W kulturze żydowskiej choroba skóry czyniła człowieka nieczystym. Cierpiący usuwany był poza obręb społeczności: Trędowaty, dotknięty tą plagą, będzie miał rozerwane szaty, włosy nie uczesane, brodę zasłoniętą i będzie wołać: Nieczysty, nieczysty! Przez cały czas trwania tej choroby będzie nieczysty. Będzie mieszkał w odosobnieniu. Jego mieszkanie będzie poza obozem (Kpł 13,45-46). Jak możemy dostrzec, choroba przyprawiała cierpiącemu nie tylko ból fizyczny, lecz również duchową udrękę. Odrzucenie poza nawias społeczności ludzkiej powoduje syndrom samotności i całkowitego bezsensu życia.
Kiedy trędowaty odzyskał zdrowie – oczywiście wyzdrowieć mogła tylko osoba chora na inną chorobę skóry, jako, że trąd w tych czasach był nieuleczalny, albo osoba, która doznała Boskiego uzdrowienia – musiała się poddać skomplikowanej ceremonii oczyszczenia, łączącej się z ofiarą składana Bogu, jako dziękczynienie za zdrowie. Przebieg takiej ceremonii opisany jest w czternastym rozdziale Księgi Kapłańskiej.

Uzdrowienie trędowatego Galilejczyka (Mt 8,1-4, Mk 1,40-45, Łk 5,12-16)
6 niedziela zwykła, rok B

40 Wtedy przyszedł do Niego trędowaty i upadając na kolana, prosił Go: «Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić». 41 Zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł do niego: «Chcę, bądź oczyszczony!». 42 Natychmiast trąd go opuścił i został oczyszczony. 43 Jezus surowo mu przykazał i zaraz go odprawił, 44 mówiąc mu: «Uważaj, nikomu nic nie mów, ale idź pokaż się kapłanowi i złóż za swe oczyszczenie ofiarę, którą przepisał Mojżesz, na świadectwo17 dla nich». 45 Lecz on po wyjściu zaczął wiele opowiadać i rozgłaszać to, co zaszło, tak że Jezus nie mógł już jawnie wejść do miasta, lecz przebywał w miejscach pustynnych. A ludzie zewsząd schodzili się do Niego.

Ewangelie synoptyczne zawierają opis uzdrowienia Galilejczyka chorego na trąd. Cierpiący udał się do Jezusa, upadł na kolana i prosił o uzdrowienie i przywrócenie czystości (w. 40). Tym co zrobił, złamał Prawo. Jako nieczysty, nie powinien zbliżać się do zdrowych, a tym bardziej z nimi rozmawiać. Jezus nie przepędził go, zrobił coś wręcz odwrotnego – z pełnym wyrozumiałości współczuciem wyszedł na spotkanie ludzkiej rozpaczy. Chrystus wyciągnął rękę i dotknął go, po czym rzekł, że chce by był zdrowy (w. 41). Dotknięcie człowieka chorego na tę przypadłość powodowało popadnięcie w nieczystość. Syn Boży po raz kolejny nie zważa na ludzkie, niesprawiedliwe prawa. Trędowaty nie był dla Niego nieczysty, był po prostu człowiekiem w rozpaczliwej potrzebie, któremu trzeba pomóc. W tym momencie mężczyzna został uzdrowiony, Jezus natomiast odprawił go przykazując, by nikomu nic nie mówił, ale poszedł pokazać się kapłanowi i złożył należną ofiarę (w. 42-44). Mesjasz poleca wypełnić nakazany rytuał oczyszczenia (wg Kpł 14,1-32). Nie rzuca nierozważnie wyzwania ogólnie przyjętym zwyczajom pod warunkiem, że nie ograniczają one miłości do współbrata.
Niestety, trędowaty nie posłuchał Mistrza i zaczął rozgłaszać o swoim uzdrowieniu. W związku z tym Jezus nie mógł już swobodnie przebywać w mieście, zmuszony był przebywać w miejscach pustynnych (w. 45).
W tej historii dostrzegamy połączenie miłującego współczucia, mocy i mądrości naszego Mistrza.

Pytania
1. Co skłoniło trędowatego do tego, że złamał prawo, które zakazywało mu zbliżania się do zdrowych osób?
2. Jak myślisz, dlaczego Jezus dotyka chorego? Przecież byłby w stanie uzdrowić go „na odległość”. Czyżby przez ten dotyk miłości chciał przekazać nam ważną naukę o szacunku dla chorych?
3. Jezus zbliżywszy się do trędowatego naraził się na to, że tłum mógł okrzyknąć Go nieczystym. Czy Ty zdolny jesteś do poświęceń względem bliźnich?

Przyczyna zakazu rozgłaszania wieści o uzdrowieniach
Według zamiarów Bożych zbawienie świata i sposób dokonania tego przez Jezusa Chrystusa miały pozostać tajemnicą, aż do Jego zmartwychwstania. Tylko apostołowie, zwłaszcza Piotr, Jakub i Jan oraz uczniowie stali się uczestnikami tej tajemnicy mesjańskiej, tajemnicy królestwa Bożego. Innym Jezus objawia ją tylko częściowo pod osłoną przypowieści i symboli, których dokładniej nie wyjaśnia. Z tego powodu Jezus zabrania uzdrowionym rozgłaszać cuda, a szatanowi zdradzać, kim jest (Mk 1,25).

Wdzięczny Samarytanin (Łk 17,11-19)
28 niedziela zwykła, rok C

11 Zmierzając do Jerozolimy przechodził przez pogranicze Samarii i Galilei. 12 Gdy wchodzili do pewnej wsi, wyszło naprzeciw Niego dziesięciu trędowatych. Zatrzymali się z daleka 13 i głośno zawołali: «Jezusie, Mistrzu, ulituj się nad nami!» 14 Na ich widok rzekł do nich: «Idźcie, pokażcie się kapłanom!» A gdy szli, zostali oczyszczeni. 15 Wtedy jeden z nich widząc, że jest uzdrowiony, wrócił chwaląc Boga donośnym głosem, 16 upadł na twarz do nóg Jego i dziękował Mu. A był to Samarytanin. 17 Jezus zaś rzekł: «Czy nie dziesięciu zostało oczyszczonych? Gdzie jest dziewięciu? 18 Żaden się nie znalazł, który by wrócił i oddał chwałę Bogu, tylko ten cudzoziemiec». 19 Do niego zaś rzekł: «Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła».

Święty Łukasz opowiada nam w tym fragmencie o uzdrowieniu dziesięciu trędowatych. Podczas gdy Jezus podróżował do Jeruzalem zauważyła Go i podeszła do Niego grupa trędowatych i zaczęła prosić o uzdrowienie (w. 13). Tytuł mistrzu (rabbi) nadany tu Chrystusowi wskazuje na to, że liczyli na bardzo konkretną pomoc właśnie od Niego, jako sławnego nauczyciela. Jezus zachowuje się podobne, jak w stosunku do galilejskiego trędowatego (Mk 1,40-45). Nie odrzuca nieczystych, mimo, że nie powinni się do Niego zbliżać, lecz im pomaga. Owa pomoc przychodzi tym razem inaczej niż zwykle. Oczyszczenie z trądu następuje podczas drogi do kapłanów, bowiem Chrystus nakazuje im – Idźcie, pokażcie się kapłanom! (w. 14). Mesjasz postawił ich w obliczu prób wiary i wdzięczności. Próba wiary wypadła pomyślnie – uwierzyli Jezusowi i udali się do synagogi, lecz tylko jeden wrócił i z donośnym głosem podziękował za uzdrowienie. Padł też na twarz u Jego nóg. Tym człowiekiem był Samarytanin – cudzoziemiec. Zasmuciło to Jezusa. Bolesne jest dla Syna Bożego, że dziewięciu uzdrowionych Żydów, którzy powinni byli lepiej, niż ów Samarytanin rozpoznać dzieło samego Boga, nie zdobyli się na postawę wdzięczności. Żydzi uznawali Samarytan za odszczepieńców, ale to właśnie oni byli zaczątkiem idei Kościoła, który jako lud Boży nowego przymierza przełamał bariery etniczne i nacjonalistyczne.
W tamtych czasach jasnym było, że z trądu uleczyć mógł tylko Bóg – medycyna była bezradna. Samarytanin rozpoznał Bożą interwencją w swoim uzdrowieniu i przychodzi podziękować Bogu. Wdzięczność jest cnotą szlachetnych ludzi. Zobowiązani są do niej szczególnie chrześcijanie. Niewdzięczność stanowi wyraz małości duchowej człowieka.

Pytania
1. Jakiej narodowości byli trędowaci proszący o uzdrowienie?
2. Co zrobili chorzy zaraz po uzdrowieniu? Jak myślisz, co ty byś zrobił na ich miejscu?
3. Dlaczego ich zachowanie nie spodobało się Jezusowi? O co ma do nich żal?
4. Samarytanin oddał pokłon Jezusowi jako Bogu, czy zdajesz sobie sprawę, że Syn Boży jest Bogiem? Umiałbyś obronić tej prawdy przed osobami, które w to nie wierzą i narzucają swój błąd innym?

Podsumowanie
Mistrz miłości – Chrystus pokazuje nam, jak mamy miłować współbraci, nawet, gdy są chorzy, brudni i śmierdzący. W Jezusie mamy widzieć Boga, a Jego cudowną działalność odczytać jako znaki zbawienia domagające się wiary i ufności, zwłaszcza w chwilach, kiedy będzie się nam wydawało, że jesteśmy samotni, oddaleni od innych, podobnie jak owi trędowaci.
Brak wdzięczności jest wielkim złem moralnym. Niewdzięczność jest nieprzyjaciółką duszy, zniweczeniem zasług, rozproszeniem cnót, utratą dobrodziejstw. Niewdzięczność to palący wiatr, wysuszający sobie źródło pobożności, rosę miłosierdzia, zdroje łaski (Bernard z Clairvaux).
Fakt, iż Jezus nie tylko pozwolił trędowatemu podejść do siebie, ale także dotknął go – przełamując obowiązujące standardy zachowania – świadczy, że jest On współczującym zbawicielem. My także powinniśmy docenić siłę dotyku. Stosowany z właściwą dyskrecją, dotyk miłości – czy to położenie dłoni, czy uścisk – dla wielu zranionych ludzi znaczy więcej niż słowa.
Prawdziwa wartość osoby opiera się na tym, co ma wewnątrz, nie zaś na zewnątrz. Ciało człowieka może być chore lub zdeformowane, ale wnętrze, dusza zawsze jest wartościowa, gdyż stworzona na podobieństwo Boże. Żaden człowiek nie jest tak odrażający, by Bóg nie mógł go dotknąć. W pewnym sensie wszyscy jesteśmy trędowaci, ponieważ wszyscy zostaliśmy zdeformowani przez ohydę grzechu. Posyłając Jezusa, swego Syna, Bóg dotknął nas dając możliwość uzdrowienia. Gdy poczujemy do kogoś odrazę ze względu na szpetny wygląd, przypomnijmy sobie, co Bóg odczuwa do tej osoby, a zarazem do nas – miłość.

do góry