dk. Mariusz Kocoł
msza.net
Cuda Mistrza z Nazaretu: Jezus łamie prawa natury 5.12.2006

Wstęp
Ludzie przyzwyczajeni są do pewnych podstawowych praw. Owe prawa nazwano fizycznymi. Dla każdego zrozumiałym jest, że rzucony przedmiot spada, a wchodząc do zbiornika wodnego nie pozostajemy na powierzchni lustra wody, lecz głębiej. Zdajemy sobie sprawę, że nie mamy większej władzy nad żywiołami – ogniem czy wiatrem. Żyła jednak kiedyś na świecie pewna Osoba, dla której natura nie stawiała ograniczeń. My, jako chrześcijanie, wierzymy, że owa Osoba wciąż egzystuje i opiekuje się nami. Jest Nią Jezus Chrystus – nasz Zbawiciel. W tym dziale przybliżymy sobie cuda, których dokonanie wiązało się ze złamaniem fundamentalnych praw fizycznych.

Uciszenie burzy (Mk 4,35-41; Mt 8,23-27; Łk 8,22-25)
12 niedziela zwykła, rok B

35 Gdy zapadł wieczór owego dnia, rzekł do nich: «Przeprawmy się na drugą stronę». 36 Zostawili więc tłum, a Jego zabrali, tak jak był w łodzi. Także inne łodzie płynęły z Nim. 37 Naraz zerwał się gwałtowny wicher. Fale biły w łódź, tak że łódź już się napełniała. 38 On zaś spał w tyle łodzi na wezgłowiu. Zbudzili Go i powiedzieli do Niego: «Nauczycielu, nic Cię to nie obchodzi, że giniemy?» 39 On wstał, rozkazał wichrowi i rzekł do jeziora: «Milcz, ucisz się!». Wicher się uspokoił i nastała głęboka cisza. 40 Wtedy rzekł do nich: «Czemu tak bojaźliwi jesteście? Jakże wam brak wiary?» 41 Oni zlękli się bardzo i mówili jeden do drugiego: «Kim właściwie On jest, że nawet wicher i jezioro są Mu posłuszne?».

Burze na jeziorze Galilejskim nie są rzadkim zjawiskiem. Zdarzają się bardzo często i znane są ze swojej gwałtowności. Sztorm pojawia się szybko i niespodziewanie. Następuje uderzenie wiatru o niewyobrażalnej mocy na spokojną, niezmąconą powierzchnie wody. Dzieje się tak za sprawą licznych jarów uformowanych po północno – wschodniej i wschodniej stronie jeziora. Wpadające w nie wiatry z wyżyn Hauranu, z płaskowyżu Trachanickiego i ze szczytu góry Termon, zostają w ich wąskich przestrzeniach tak bardzo stłoczone, że pędzą w dół z zawrotną szybkością, a kiedy w końcu wydostają się na wolną przestrzeń nad wodami jeziora, uderzają w nie, wywołując burze. Zdaje się, że bohaterowie tej perykopy ewangelicznej znaleźli się w środku takiej właśnie burzy. W łodzi znajdowali się apostołowie oraz Jezus. Mistrz zajmował miejsce przeznaczone dla dystyngowanych gości na wezgłowiu i spał. Gdy ogarnęło ich przerażenie obudzili swego mistrza. On wstał, rozkazał wichrowi i rzekł do jeziora: Milcz, ucisz się!. Wicher się uspokoił i nastała głęboka cisza (w. 38-39). Godny zaznaczenia jest fakt, że Jezus przemówił tym samym tonem, co do demonów, gdy ich wypędzał z opętanych (Mk 1,25; 9,25). Według przekonań ludzi tamtych czasów, niszczące moce sztormu były wynikiem działania szatana w królestwie przyrody.
Spokój i opanowanie Jezusa kontrastują z gwałtownością burzy i niepokojem uczniów. Zbawiciel pytał swych uczniów: Czemu tak bojaźliwi jesteście? Jakże wam brak wiary? (w. 40). Chrześcijaninowi wiara powinna zapewniać spokój i bezpieczeństwo. Po opanowaniu burzy przez Mistrza, strach przed żywiołem u uczniów przeradza się w lęk przed wielkością mocy swego Nauczyciela. Pytali się jeden drugiego: Kim właściwie On jest, że nawet wicher i jezioro są Mu posłuszne? (w. 41).
Zauważmy, że ten fragment Pisma Świętego niesie za sobą znaczenie symboliczne. Gdy uczniowie przypominają sobie, że Mistrz jest z nimi, zostają wybawieni ze swojej opresji. Biblia nie zawiera prośby uczniów o uciszenie burzy, akt obudzenia Chrystusa ze snu jest właśnie znakiem przypomnienia sobie o obecności Jezusa. W obecności (także duchowej) Zbawiciela możemy mieć pokój, nawet w najgwałtowniejszych burzach życia.
Jezus ucisza burzę smutku, zwątpień, stresów, niepewności i niepokoju. Pytanie o jego wolę i poddanie się jej, wyprowadzi wierzącego na drogę pokoju, nawet w najtrudniejszym czasie.
Niekiedy łodzią moralną człowieka szargają, niczym burze – pokusy, stanowiące niebezpieczeństwo rozbicia. Pokusy są koniecznością życia ludzkiego. Można wyróżnić wiele przyczyn i rodzajów pokus. Kuszenie dopuszczane jest przez Boga, dla okazania wartości człowieka i zasłużenia przez niego nagrody. Chwałą też i czcią Bóg uwieńczył tego, kogo umiłował. A więc kto chce dać koronę, poddaje pokusy. Gdy zatem będziesz kuszony, wiedz, że przygotowuje się korona (św. Ambroży). Innymi przyczynami pokus są słabość człowieka i podstępy złych duchów. Pamiętać jednak trzeba, że człowiek w pokusie, współpracując z Chrystusem, ma okazję do zwycięstwa. Pokusa nie stanowi nieuchronnej klęski. Pamiętajmy o Jezusie w trudnych chwilach – pokus, lęku, przepracowania. Miejmy Go zawsze w sercu i wołajmy do Niego o pomoc.

Pytania
1. Czy wystąpienie burzy na jeziorze Genezaret było odosobnionym przypadkiem? Czy apostołowie mogli już wcześniej przeżyć takie zjawisko przyrody?
2. Czy Jezus pomagał rybakom w żegludze? Czym na początku burzy zajmował się Mistrz (w. 38)?
3. Jakimi słowami Chrystus uciszył burzę? (w. 39) W jakich innych okolicznościach używa tego zwrotu?
4. Co Jezus zarzuca apostołom (w. 40)? Jaka była reakcja uczniów na cud i słowa Mistrza (w. 41)?
5. Czego symbolem może być ewangeliczna burza?

Pierwsze rozmnożenie chleba (Mt 14,13-21; Mk 6,35-44; J 6,1-15; Łk 9,10-17)
17 niedziela zwykła, rok B; 18 niedziela zwykła, rok A

35 A gdy pora była już późna, przystąpili do Niego uczniowie i rzekli: «Miejsce jest puste, a pora już późna. 36 Odpraw ich! Niech idą do okolicznych osiedli i wsi, a kupią sobie coś do jedzenia». 37 Lecz On im odpowiedział: «Wy dajcie im jeść!» Rzekli Mu: «Mamy pójść i za dwieście denarów kupić chleba, żeby im dać jeść?» 38 On ich spytał: «Ile macie chlebów? Idźcie, zobaczcie!» Gdy się upewnili, rzekli: «Pięć i dwie ryby». 39 Wtedy polecił im wszystkim usiąść gromadami na zielonej trawie. 40 I rozłożyli się, gromada przy gromadzie, po stu i po pięćdziesięciu. 41 A wziąwszy pięć chlebów i dwie ryby, spojrzał w niebo, odmówił błogosławieństwo, połamał chleby i dawał uczniom, by kładli przed nimi; także dwie ryby rozdzielił między wszystkich. 42 Jedli wszyscy do sytości. 43 i zebrali jeszcze dwanaście pełnych koszów ułomków i ostatków z ryb. 44 A tych, którzy jedli chleby, było pięć tysięcy mężczyzn.

1 Potem Jezus udał się za Jezioro Galilejskie, czyli Tyberiadzkie. 2 Szedł za Nim wielki tłum, bo widziano znaki, jakie czynił na tych, którzy chorowali. 3 Jezus wszedł na wzgórze i usiadł tam ze swoimi uczniami. 4 A zbliżało się święto żydowskie, Pascha. 5 Kiedy więc Jezus podniósł oczy i ujrzał, że liczne tłumy schodzą do Niego, rzekł do Filipa: «Skąd kupimy chleba, aby oni się posilili?» 6 A mówił to wystawiając go na próbę. Wiedział bowiem, co miał czynić. 7 Odpowiedział Mu Filip: «Za dwieście denarów nie wystarczy chleba, aby każdy z nich mógł choć trochę otrzymać». 8 Jeden z uczniów Jego, Andrzej, brat Szymona Piotra, rzekł do Niego: 9 «Jest tu jeden chłopiec, który ma pięć chlebów jęczmiennych i dwie ryby, lecz cóż to jest dla tak wielu?» 10 Jezus zatem rzekł: «Każcie ludziom usiąść!» A w miejscu tym było wiele trawy. Usiedli więc mężczyźni, a liczba ich dochodziła do pięciu tysięcy. 11 Jezus więc wziął chleby i odmówiwszy dziękczynienie, rozdał siedzącym; podobnie uczynił z rybami, rozdając tyle, ile kto chciał. 12 A gdy się nasycili, rzekł do uczniów: «Zbierzcie pozostałe ułomki, aby nic nie zginęło». 13 Zebrali więc, i ułomkami z pięciu chlebów jęczmiennych, które zostały po spożywających, napełnili dwanaście koszów. 14 A kiedy ci ludzie spostrzegli, jaki cud uczynił Jezus, mówili: «Ten prawdziwie jest prorokiem, który miał przyjść na świat». 15 Gdy więc Jezus poznał, że mieli przyjść i porwać Go, aby Go obwołać królem, sam usunął się znów na górę.

Wyjątkowości temu cudu przysparza fakt, że jako jedyny został opisany przez wszystkich czterech ewangelistów.
Pan Jezus wraz ze swymi uczniami przeprawił się z Kafarnaum za Morze Galilejskie. Wielkie rzesze z miast szły za Nim pieszo i wyprzedziły Go. Mistrz wyszedłszy z łodzi ulitował się nad nimi byli bowiem jak owce nie mające pasterza (Mk 6,34). Co Jezus miał na myśli, określając tłum mianem owcy bez pasterza? Taka owca błądzi, nie potrafi sama znaleźć drogi. Pozostawieni sobie samym gubimy się w życiu, błądzimy. Życie może być taką dezorientacją. Możemy stać na rozstajach i nie wiedzieć, którą pójść drogą. Tylko wtedy, kiedy Jezus nas prowadzi, a my idziemy za Nim, wiemy którędy iść, żeby trafić do celu. Owca bez opiekuna nie potrafi sama znaleźć pastwiska i pożywienia. Nasze życie doczesne zmusza nas do ciągłego starania się o środki egzystencji. Życie wymaga stałego dopływu energii. Tylko On, który jest Żywym Chlebem, może dać nam życiodajny pokarm i prawdziwą siłę do życia, tak jak nakarmił pięciu-tysięczną rzesze ludzi. Owca sama nie potrafi obronić się przed niebezpieczeństwem. Jeśli życie nauczyło nas czegoś, to najpewniej tego, że nie możemy przeżyć go, zdani tylko sami na siebie. Nikt nie może o własnych siłach odeprzeć wszystkich pokus, jakie spotyka i wszystkich ataków zła w tym świecie. Tylko z Jezusem można iść po drogach życia i zachować czyste sumienie. Bez Niego jesteśmy bezbronni, a z Nim – bezpieczni.
To, że ten cud odbywał się na miejscu pustym (Mk 6,35) jest wyraźną aluzją do pustyni, na której Bóg cudownie karmił lud wędrujący po ziemi obiecanej (Wj 16,3-29). Chrystus także karmi swych uczniów, którzy również podążają do swego Kanaanu, którym ma być zbawienie – życie wieczne.
Gdy nadchodził wieczór, Pan Jezus zapytał się Filipa w jaki sposób nakarmią ludzi. Filip wymiguje się od odpowiedzialności brakiem pieniędzy, sugeruje, by Jezus odprawił słuchaczy. Andrzej, brat Szymona Piotra włączył się do rozmowy i oznajmił: Jest tu jeden chłopiec, który ma pięć chlebów jęczmiennych i dwie ryby, lecz cóż to jest dla tak wielu? (J 6,9) Jezus nakazał usiąść ludziom. Chrystus spostrzega potrzeby zwykłego człowieka: głód i cierpienie. Spostrzega, lituje się i pomaga. Uczeń Mistrza nie może być obojętny na krzywdę bliźniego. Musi zrobić wszystko, co jest w stanie by pomóc. Słowa Wy dajcie im jeść – brzmią na wskroś współcześnie i przynaglająco. Gdyby choć jeden brat był chory lub głodny i jest możliwość pomocy, chrześcijanin nie powinien spać spokojnie.
Dostrzegamy tutaj dwie różne reakcje na potrzeby człowieka – Jezusa, oraz uczniów. Uczniowie, tak jakby chcieli się pozbyć tłumu, aby ktoś inny martwił się ich problemami, a najlepiej sami zainteresowani. Zawsze znajdą się tacy ludzie, którzy zdają sobie sprawę, wiedzą, że drudzy są w trudnej sytuacji, ale starają się obarczyć innych odpowiedzialnością i daniem pomocy. Są też tacy, którzy widząc innych w potrzebie sami wyciągają pomocną rękę czując za nich odpowiedzialność.
Ewangeliści przekazując nam, że na miejscu było wiele zielonej trawy, co wskazuje, że cud miał miejsce w czasie wiosennym, blisko Święta Paschy. I tak usiadło około pięciu tysięcy mężczyzn. Zbawiciel wziął pięć chlebów i dwie ryby, wejrzał w niebo, błogosławił, łamał i rozdzielał uczniom swoim, aby kładli przed rzesze. Chleby jęczmienne były pokarmem ludzi ubogich. Były one niewiele większe od sardynek. Pożywienia było za mało, tak przynajmniej wydawało się apostołom. Ale w rękach Jezusa mało zawsze równa się wiele. Może się nam wydawać, że posiadamy tylko odrobinę talentu, lub zdolności, czy środków, za mało, aby posłużyć się nimi ad maiorem Dei gloriam (łac., na większą chwałę Bożą). Ale nie możemy popadać w pesymizm i uczucie niemożności, jak to było z uczniami. Jeżeli oddamy siebie w ręce Chrystusa, to uczyni On z nami i przez nas daleko więcej, niż zdolni bylibyśmy nawet przypuszczać – tak jak przy rozmnożeniu chlebów i ryb.
Jedli wszyscy do sytości. I zebrali jeszcze dwanaście pełnych koszów ułomków i ostatków z ryb (Mk 6,42-43). Żaden ówczesny Żyd nie podróżował bez kosza. Kosze te były robione z wikliny w kształcie dzbana, szerokie u dołu i zwężające się w części górnej. Wśród Rzymian krążyły nawet na ten temat dowcipy. Możliwe, że wspomniane dwanaście koszów były własnością dwunastu apostołów i że to oni właśnie pozbierali wszystkie okruszyny chleba i resztki ryb. W zbieraniu najdrobniejszych ułomków wyraża się głęboki szacunek człowieka wschodu do jedzenia. W czasach, gdy miliony ludzi umiera z głodu, marnowanie pożywienia, wyrzucanie do pojemników ze śmieciami – jest zbrodnią. W dawnej Polsce panował bardzo ewangeliczny zwyczaj – gdy przez nieuwagę upadł komuś kawałek chleba na ziemię, podnoszono go i całowano.
A kiedy ci ludzie spostrzegli, jaki cud uczynił Jezus, mówili: Ten prawdziwie jest prorokiem, który miał przyjść na świat. Gdy więc Jezus poznał, że mieli przyjść i porwać Go, aby Go obwołać królem, sam usunął się znów na górę (J 6,14-15).
Była to ostatnia rzecz, jakiej Jezus mógł sobie życzyć. Tę drogę do zdobycia władzy, Zbawiciel odrzucił ostatecznie i raz na zawsze podczas kuszenia na pustyni. Mistrz widzi reakcję tłumu, odchodzi na górę. Galileę uważano za krainę bardzo skłonną do rewolucji. Gdyby ten zryw tłumu nie został opanowany, mogłoby dojść do poważnych rozruchów, które doprowadziłyby do nieszczęść. To wyjaśnia zachowanie Chrystusa.

Pytania
1. Jakim mianem Jezus określa siebie a jakim innych zagubionych ludzi w Mk 6,34?
2. Do jakiego zdarzenia ze Starego Testament nawiązuje cud rozmnożenia chleba?
3. Jakie polecenie daje Jezus w Mk 6,37 i jak to odnosi się do Twojego życia? Czy powinieneś coś zmienić?
4. Co zrobiono z resztkami jedzenia pozostałymi po posileniu rzeszy ludzi? Jaki w związku z tym powinniśmy mieć stosunek do pożywienia (Mk 6,42-43)?
5. Jak zachowali się ludzie, gdy zrozumieli wagę cudu? Jak reaguje Jezus (J 6,14-15)?

Jezus kroczy po jeziorze (J 6,16-21; Mt 14,22-33; Mk 6,45-52)
19 niedziela zwykła, rok A

22 Zaraz też przynaglił uczniów, żeby wsiedli do łodzi i wyprzedzili Go na drugi brzeg, zanim odprawi tłumy. 23 Gdy to uczynił, wyszedł sam jeden na górę, aby się modlić. Wieczór zapadł, a On sam tam przebywał. 24 Łódź zaś była już sporo stadiów oddalona od brzegu, miotana falami, bo wiatr był przeciwny. 25 Lecz o czwartej straży nocnej przyszedł do nich, krocząc po jeziorze. 26 Uczniowie, zobaczywszy Go kroczącego po jeziorze, zlękli się myśląc, że to zjawa, i ze strachu krzyknęli. 27 Jezus zaraz przemówił do nich: «Odwagi! Ja jestem, nie bójcie się!» 28 Na to odezwał się Piotr: «Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie!» 29 A On rzekł: «Przyjdź!» Piotr wyszedł z łodzi, i krocząc po wodzie, przyszedł do Jezusa. 30 Lecz na widok silnego wiatru uląkł się i gdy zaczął tonąć, krzyknął: «Panie, ratuj mnie!» 31 Jezus natychmiast wyciągnął rękę i chwycił go, mówiąc: «Czemu zwątpiłeś, małej wiary?» 32 Gdy wsiedli do łodzi, wiatr się uciszył. 33 Ci zaś, którzy byli w łodzi, upadli przed Nim, mówiąc: «Prawdziwie jesteś Synem Bożym».

Ten fragment umieszczony jest w Biblii bezpośrednio po cudownym rozmnożeniu chleba. Mateuszową perykopę ewangeliczną można podzielić na trzy części: modlitwa na górze (w. 22-23), łódź na wzburzonym morzu i chodzenie po wodzie (w. 24-31), wyznanie Boskości Jezusa (w. 32-33).
Zaraz też przynaglił uczniów, żeby wsiedli do łodzi i wyprzedzili Go na drugi brzeg, zanim odprawi tłumy (w. 22). Nie chciał, żeby uczniom udzielił się nacjonalistyczny zryw związany z rozmnożeniem chleba, zebranych ludzi, dlatego odsyła co prędzej ich na drugą stronę jeziora. Gdy poradził sobie z tłumami wszedł samotnie na górę by się modlić. Góra jest miejscem, gdzie doświadcza się w sposób szczególny bliskości Boga. Modlitwa na górze różni się od modlitwy przy chlebach – tamta publiczna, ta prywatna, intymna. Modlitwa Jezusa w samotności wyrażała najgłębszą Jego istotę i wspólnotę życia z Ojcem. Wokół Jezusa nagromadziło się bardzo wiele problemów: wrogość, zatwardziałość Żydów, niepokojąca podejrzliwość Heroda Antypasa, rozentuzjazmowany tłum, który chce obwołać Go królem to tylko niektóre z nich. Ten wieczór przygniatał swymi problemami myśli i serce Jezusa, dlatego potrzebuje rozmowy z Ojcem. Piękny obraz – Jezus w ciemności nocy, przy pełni księżyca (był to okres Paschy, przypadający na pełnię księżyca), piękny górski krajobraz, zjednoczenie z Bogiem. W czasach Nowego Testamentu noc trwała od godziny 6 wieczorem do 6 rano. Była podzielona na cztery tzw. straże: od północy dwie straże (od 6 do 9 i od 9 do 12) i dwie straże do rana (od 12 do 3 i od 3 do 6). Około godziny trzeciej nad ranem Jezus spojrzał ze zbocza góry na jezioro. Z tego miejsca widać było okolice w promieniu ok. 6 km. Wiatr był silny i Jezus widział łódź i załogę walczącą z falami, żeby dostać się do brzegu po drugiej stronie (w. 24). Gdy Jezus postrzega swych apostołów w opresji, odsuwa na bok własne problemy. Czas modlitwy dobiega końca, teraz jest czas na działanie. Przyjaciele potrzebują go, musi więc iść, przyszedł do nich – krocząc po jeziorze. Apostołowie gdy Go zobaczyli ja idzie po wodzie, zlękli się. Myśleli, że to zjawa. Jezus zaraz przemówił do nich: Odwagi! Ja jestem, nie bójcie się! (w. 27). Ja jestem – prawdopodobnie nawiązanie do objawienia się Boga Mojżeszowi. Mojżesz zaś rzekł Bogu: Oto pójdę do Izraelitów i powiem im: Bóg ojców naszych posłał mię do was. Lecz gdy oni mnie zapytają, jakie jest Jego imię, to cóż im mam powiedzieć? Odpowiedział Bóg Mojżeszowi: «JESTEM, KTÓRY JESTEM». I dodał: «Tak powiesz synom Izraela: JESTEM posłał mnie do was» (Wj 3,13-14). Ja jestem Bogiem, który ratuje, wyzwala, zbawia. W krótkim Ja jestem zostało powiedziane wszystko. Uczniowie wychowani w tradycji Starego Testamentu z pewnością wiedzieli, Kto tak o sobie mówi.
Na to odezwał się Piotr: Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie! (w. 28). Piotr zwraca się do Mistrza Panie. Wynika z tego, że dobrze zrozumiał powiedzenie Chrystusa Ja jestem. Tytułem Panie – Kyrios, Septuaginta określała samego Boga.
Chrystus rzekł: Przyjdź (w. 29). Piotr wyszedł z łodzi i krocząc po jeziorze, tak jak Jezus, doszedł do swego Mistrza. Dla tego, kto wierzy nic nie jest niemożliwe (Mt 17,20). Zdarzało się ludziom realizować zamierzenia uznane przez wielu za nierealne, stawały się one faktem, jeśli człowiek uwierzył, że niemożliwość stać się może rzeczywistością osiągalną. Ci, o których mówimy potem w zdumieniu, iż dokonali czynów określanych jako nadludzkie – są właśnie tymi, którzy potrafili uwierzyć, że niemożliwość stać się może rzeczywistością.
Nagle do serca Piotra wkradło się zwątpienie i lęk. Zaczął tonąć, ale nawet w tej chwili wiedział, do kogo ma się zwrócić o pomoc. Jezus natychmiast wyciągnął rękę i chwycił go, mówiąc: Czemu zwątpiłeś, małej wiary? (w. 31). W tych słowach widać wyrzut. Jak można chwiać się i wątpić w bliskości Jezusa? Jezus określił Piotra mianem człowieka małej wiary. Na dobrą sprawę jest rzeczą raczej bardzo wątpliwą, czy ktokolwiek z nas postawiony w sytuacji Piotra odważyłby się w ogóle wytknąć nogę poza burdę łodzi. A jeśli już – byłby to co najwyżej płochliwy ruch człowieka badającego koniuszkiem palców temperaturę wody. Przy nas, wiara Piotra z pewnością jest ogromna. Gdy wsiedli do łodzi, wiatr się uciszył (w. 32). Kiedy Jezus jest blisko, burza milknie, w miejsce trwogi przychodzi pokój, niemożliwe staje się możliwe, znosi się rzeczy nie do zniesienia, człowiek staje w sytuacjach kryzysowych i nie załamuje się. Chodzić z Jezusem, to także panować nam burzą.
Wtedy oni tym bardziej zdumieli się w duszy, nie zrozumieli bowiem zajścia z chlebami, gdyż umysł ich był otępiały (Mk 6,51-52). Nawet po tak niesamowitym cudzie niewiele jeszcze rozumieli. Jako grzesznicy, mamy naturalną skłonność do grzechu. Ciężej jest nam skłonić się ku Bogu, który jest dobrocią, niż czynić źle. Bez względu na to, co Bóg czyni dla nas i jak wielkie objawienie ofiarności Chrystusa otrzymaliśmy. Jeśli nie strzeżemy naszych dusz, nie pielęgnujemy wiary, nasze serca – jak ewangelicznych uczniów – mogą ulec otępieniu. Naturalnym kierunkiem, w którym dąży nasza natura, jest kierunek ku grzechowi – ku śmierci. Jedynie przez codzienne uchwycenie się Bożej dłoni możemy powstrzymać się przed stopniowym upadaniem.
Opis cudu kończy się uroczystym wyznaniem wiary apostołów w synostwo Boże Jezusa: Prawdziwie jesteś Synem Bożym (w. 33). Sama obecność Jezusa w łodzi ucisza rozszalałe żywioły. Rozmnożenie chleba na miejscu pustynnym, tajemnicze chodzenie po wodzie, tytuł Ja jestem i uratowanie Piotra oświetliły nagle uczniów i poznali, kto jest pośród nich: Syn Boży.
Przyszedł, stąpając po falach. Tak samo, panuje nad wezbranymi falami życia. Chrześcijanie, czego się lękacie? (św. Augustyn).

Pytania
1. Tę perykopę ewangeliczną można ze względu na temat podzielić na trzy części. Przyporządkuj każdej z niej jedno określenie (część prawdy, cześć ascetyczną, część cudu).
2. Dlaczego Mistrz wybrał akurat miejsce górzyste na modlitwę? Prawdopodobnie jakimi problemami Zbawiciel dzielił się z Ojcem?
3. Jak przedstawia się zlęknionym uczniom Jezus? Do jakiego wydarzenia tytuł ten nawiązuje (w. 27)?
4. Czy dialog Piotra z Jezusem (w. 28-29) wskazuje na to, że uczeń ufa swemu Mistrzowi? Jeśli tak, czym jest spowodowane jego zwątpienie (w. 31)?
5. Jak postępuje Piotr w chwili tragicznej (w. 31)? Zastanów się jak Ty postępujesz w takich momentach?
6. Co było powodem, że uczniowie nie zrozumieli cudu rozmnożenia chlebów (Mk 6,51-52)? Co robisz, by samemu nie popaść w taki stan?
7. Co dzieje się z rozszalałym wiatrem, gdy Jezus wsiada do łodzi (w. 32)? Czy zapraszasz Jezusa do łodzi swego życia, by zapanował nad wezbranymi falami nieszczęść i grzechu?
8. Co oznacza tytuł Panie, którym Piotr określa Jezusa?

Drugie rozmnożenie chleba (Mt 15,32-39; Mk 8,1-10)

1 W owym czasie, gdy znowu wielki tłum był z Nim i nie mieli co jeść, przywołał do siebie uczniów i rzekł im: 2 «Żal Mi tego tłumu, bo już trzy dni trwają przy Mnie, a nie mają co jeść. 3 A jeśli ich puszczę zgłodniałych do domu, zasłabną w drodze; bo niektórzy z nich przyszli z daleka». 4 Odpowiedzieli uczniowie: «Skąd tu na pustkowiu będzie mógł ktoś nakarmić ich chlebem?» 5 Zapytał ich: «Ile macie chlebów?» Odpowiedzieli: «Siedem». 6 I polecił ludowi usiąść na ziemi. A wziąwszy siedem chlebów, odmówił dziękczynienie, połamał i dawał uczniom, aby je rozdzielali. I rozdali tłumowi. 7 Mieli też kilka rybek. I nad tymi odmówił błogosławieństwo i polecił je rozdać. 8 Jedli do sytości, a pozostałych ułomków zebrali siedem koszów. 9 Było zaś około czterech tysięcy ludzi. Potem ich odprawił. 10 Zaraz też wsiadł z uczniami do łodzi i przybył w okolice Dalmanuty.

Wcześniej Jezus także dokonał rozmnożenia chleba w Galilei, teraz czyni to po raz drugi w jednym z miast Dekapolu (kraina syryjska obejmująca dziesięć miast), na południowy wschód od Jeziora Galilejskiego. W owym czasie, gdy znowu wielki tłum był z Nim i nie mieli co jeść, przywołał do siebie uczniów i rzekł im: Żal Mi tego tłumu, bo już trzy dni trwają przy Mnie, a nie mają co jeść. A jeśli ich puszczę zgłodniałych do domu, zasłabną w drodze; bo niektórzy z nich przyszli z daleka (w. 1-3) Dostrzegamy współczucie i zrozumienie dla ludzi. Chrystus żyje problemami słuchaczy, przy konfrontacji z chorą duszą albo cierpiącym ciałem, Jego pierwszym odruchem była chęć pomocy. Często mamy w sobie skłonność do nie udzielania pomocy. Cechą człowieka jest unikanie kłopotów, a takie mogą powstać przy pomaganiu. Zbawiciel uczy nas innego zachowania – jeśli tylko mamy sposobność podać rękę, mamy obowiązek do uczynić. Odpowiedzieli uczniowie: Skąd tu na pustkowiu będzie mógł ktoś nakarmić ich chlebem? (w. 4). Uczniowie znów okazują niewiarę w moc Jezusa. Przecież byli świadkami, jak dzięki Chrystusowi wystarczyły niewielkie ilości jedzenia do nakarmienia pięciotysięcznego tłumu w Betsaidzie. Analogicznie teraz powinni od razu przynieść Mistrzowi wszystko, co mieli, by uczynił podobnie jak wcześniej. Ale czy przyczyna tkwi tylko w niewierze? Istnieje jedna różnica między tamtym głodnym tłumem, a tym opisanym w tej perykopie. Ci, których Mesjasz poprzednio nakarmił byli Żydami, natomiast ludzie tu obecni są poganami. Wydaje się, że zachowanie uczniów miało swoje źródło w uprzedzeniach skierowanych przeciwko poganom, które były głęboko zakorzenione w ich sercach.
Następnie Jezus zapytawszy się ile mają pożywienia, dowiedział się, że 7 chlebów i kilka ryb. Wziął ten pokarm, pobłogosławił i nakazał kłaść przed każdym z tłumu. Jedli do sytości, a pozostałych ułomków zebrali siedem koszów (w. 8). Dziwne jest to, że użyte tu słowo do określenia kosza, różni się od zastosowanego przy opisie pierwszego rozmnożenia chleba. Użyte tam greckie słowo kophinos (Mk 6,44) oznacza kosz, w którym Żyd nosił żywność. W tym tekście ewangelicznym autor używa słowa sphuris, określającego kosz z pokrywą, w którym spuszczono Pawła przez mur Damaszku (Dz 9,25). Tego rodzaju koszów używali poganie.
A nakarmionych było zaś: czterech tysięcy ludzi. Potem ich odprawił (w. 9).
Dla apostołów zdumiewające i niespodziewane nie było to, że Jezus potrafił dokonać rozmnożenia, ale że uczynił tego dla pogan. Ich postawa wskazuje na uprzedzenie, które może udaremnić pozytywny wpływ Ewangelii w naszym życiu.
Zastanawiające jest, dlaczego zgromadził się tak wielki, czterotysięczny tłum pogan? Bez wątpienia uzdrowienie głuchoniemego w Dekapolu (Mk 7,31-37) pomogło wzbudzić zainteresowanie Jezusem ludzi, ale czy tylko to? Niektórzy bibliści czynią niezwykle ciekawą sugestię. W Mk 5,1-20 czytamy, jak Jezus uzdrowił opętanego przez demona. W trakcie tego incydentu, demony błagały Jezusa, aby sobie odszedł. Uzdrowiony natomiast pragnął iść za Jezusem, lecz Mistrz odesłał go do rodziny, aby mógł opowiadać, jak wielkie rzeczy uczynił mu Pan. Poszedł więc i zaczął rozgłaszać w Dekapolu wszystko, co Jezus z nim uczynił, a wszyscy się dziwili (Mk 5,20). Czy jest możliwe, żeby część tego tłumu zgromadziła się w wyniku misjonarskiej działalności owego uleczonego? Czy mamy tu przebłysk tego, co może zrobić dla Chrystusa świadectwo jednego człowieka? Myślę, że ta hipoteza jest dość prawdopodobna, zapewne tamtego dnia w Dekapolu, wśród tłumu wielu było takich, którzy znaleźli się dlatego, że usłyszeli od uzdrowionego o tym, co Jezus dla niego uczynił.

Pytania
1. Jaką cechę Chrystusa dostrzegamy we fragmencie (w. 1-3)? Czego ona nas uczy?
2. Jaka była przyczyna zachowania apostołów (w. 4), mimo, że wcześniej byli już świadkami rozmnożenia chleba?
3. O czym może świadczyć użycie w Biblii różnych terminów do określenia kosza do którego zbierano ułomki chleba (w. 8; Mk 6,44)?
4. Jak liczebna była rzesza nakarmionych (w. 9)?
5. Istnieje hipoteza związku tego cudu, z pewnym egzorcyzmem. O jakie uwolnienie od władzy demona chodzi i jak jest powiązane z rozmnożeniem chleba?

Obfity połów (J 21,1-8; Łk 5,1-11)
5 niedziela zwykła, rok C; 3 niedziela Wielkanocy, rok C

1 Pewnego razu – gdy tłum cisnął się do Niego aby słuchać słowa Bożego, a On stał nad jeziorem Genezaret – 2 zobaczył dwie łodzie, stojące przy brzegu; rybacy zaś wyszli z nich i płukali sieci. 3 Wszedłszy do jednej łodzi, która należała do Szymona, poprosił go, żeby nieco odbił od brzegu. Potem usiadł i z łodzi nauczał tłumy. 4 Gdy przestał mówić, rzekł do Szymona: «Wypłyń na głębię i zarzućcie sieci na połów!». 5 A Szymon odpowiedział: «Mistrzu, całą noc pracowaliśmy i niceśmy nie ułowili. Lecz na Twoje słowo zarzucę sieci». 6 Skoro to uczynili, zagarnęli tak wielkie mnóstwo ryb, że sieci ich zaczynały się rwać. 7 Skinęli więc na wspólników w drugiej łodzi, żeby im przyszli z pomocą. Ci podpłynęli; i napełnili obie łodzie, tak że się prawie zanurzały. 8 Widząc to Szymon Piotr przypadł Jezusowi do kolan i rzekł: «Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny». 9 I jego bowiem, i wszystkich jego towarzyszy w zdumienie wprawił połów ryb, jakiego dokonali; 10 jak również Jakuba i Jana, synów Zebedeusza, którzy byli wspólnikami Szymona. Lecz Jezus rzekł do Szymona: «Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił». 11 I przyciągnąwszy łodzie do brzegu, zostawili wszystko i poszli za Nim.

Jezus głosił słowo Boże nie tylko w synagogach znajdujących się w wielu palestyńskich miastach czynił to także w warunkach plenerowych: nauczał z łodzi lub stojąc nad brzegiem jeziora Genezaret. Łódź, z której Jezus głosił Ewangelię była własnością Szymona, Mistrz poprosił go o jej wypożyczenie. Kiedy Zbawiciel prosi, chce jednocześnie coś dać, tym razem owym darem będzie sukces połowu, ale czy tylko?
Pewnego dnia, po skończeniu nauczania, Chrystus kazał Szymonowi: Wypłyń na głębię i zarzućcie sieci na połów! (w. 4). Polecenie to musiało wywołać zdziwienie doświadczonego rybaka. Dzień nie jest dogodną porą do łowienia ryb, a ponadto przez ostatnią noc nic nie złowiono. Są pewne sposoby łowienia, zawsze używane w nocy. Jest to piękny widok. Z płonącymi pochodniami łodzie suną po połyskującym morzu, ludzie stoją wpatrzeni uważnie dopóki nie dojrzą swej ofiary, wtedy szybko, jak błyskawica rzucają swą sieć lub ciskają harpunem. Często można widzieć, jak zmęczeni rybacy w ponurym nastroju przebywają rano do przystani, trudząc się całą noc na próżno (The Land and the Book W. M. Thomson). Szymon jednak ufał Jezusowi, był Mu posłuszny: na Twoje słowo zarzucę sieci (w. 5). Skoro to uczynili, zagarnęli tak wielkie mnóstwo ryb, że sieci ich zaczynały się rwać. Skinęli więc na wspólników w drugiej łodzi, żeby im przyszli z pomocą. Ci podpłynęli; i napełnili obie łodzie, tak że się prawie zanurzały (w. 6-7). Ten niesamowicie obfity połów pokazał jedno: Bóg wkroczył w jego życie, zarówno zawodowe jak i prywatne.
Uczeń zareagował bardzo żywo, dobrze zrozumiał, że taki połów nie jest czymś naturalnym, przypadł Jezusowi do kolan i rzekł: Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny (w. 8). Dobrze wiedział, co oddziela go od Chrystusa. Świadomy jest, że jest tylko zwykłym, grzesznym człowiekiem. Boi się mocy Bożej, która tak blisko niego się objawiła. Jezus łamie wszelkie przepaści: Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił (w. 10). Mistrz uspokaja go, ale równocześnie uświadamia, że połów ryb był tylko obrazem tej pracy, jaką Szymon odtąd będzie spełniał. Nie bój się… – w ten sam sposób Bóg rozpoczynał częstokroć posłania kierowane przez proroków w Starym Testamencie. Archanioł Gabriel rozpoczyna scenę zwiastowania także podobnymi słowami. Tak też wita Jezus swoich przyjaciół jako Zmartwychwstały. Zawsze, kiedy Bóg zwraca się do człowieka, chce zapewnić mu wpierw bezpieczeństwo, mówi więc: Nie bój się….
Choć nowi uczniowie jeszcze nie rozumieli nowego powołania, to jednak posłuszni wezwaniu Jezusa zaraz poszli za Nim. Akt ten był związany z niełatwą decyzją – pozostawili wszystko: pracę, dom, rodzinę… I przyciągnąwszy łodzie do brzegu, (…) poszli za Nim (w. 11).
W tej perykopie ewangelicznej Jezus powołał zarówno Szymona, jak i jego towarzyszy na swych uczniów. Wola Jezusa była tu elementem decydującym. Charakterystyczną cechą tego powołania, a równocześnie ścisłego związku przyszłych uczniów z Nim, zapoczątkowanego w tym momencie, była trwałość. Jezus powoływał nie na przejściowy okres, ale na całe życie.

Pytania
1. Jakie polecenie Chrystus wydał Szymonowi i z jakich powodów dla niego musiało wydać się absurdalne?
2. Jaki był skutek zaufania Jezusowi (w. 6-7)?
3. Czym spowodowane było zachowanie Piotra po cudownym połowie (w. 8-9)?
4. Jak rybacy zareagowali na powołanie ich na uczniów (w. 11)? Co charakteryzowało owo powołanie?

Moneta w pyszczku ryby (Mt 17,22-27)

22 A kiedy przebywali razem w Galilei, Jezus rzekł do nich: «Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi. 23 Oni zabiją Go, ale trzeciego dnia zmartwychwstanie». I bardzo się zasmucili. 24 Gdy przyszli do Kafarnaum, przystąpili do Piotra poborcy didrachmy z zapytaniem: «Wasz Nauczyciel nie płaci didrachmy?» 25 Odpowiedział: «Owszem». Gdy wszedł do domu, Jezus uprzedził go, mówiąc: «Szymonie, jak ci się zdaje? Od kogo królowie ziemscy pobierają daniny lub podatki? Od synów swoich czy od obcych?» 26 Gdy powiedział: «Od obcych», Jezus mu rzekł: «A zatem synowie są wolni. 27 żebyśmy jednak nie dali im powodu do zgorszenia, idź nad jezioro i zarzuć wędkę! Weź pierwszą rybę, którą wyciągniesz, i otwórz jej pyszczek: znajdziesz statera. Weź go i daj im za Mnie i za siebie!»

Jednostki monetarne w czasach Jezusa Chrystusa
Czytając Pismo Święte często spotykamy się z nazwami nieznanych nam monet. Warto byłoby poznać te pieniądze, ich wartości i równowartości. Poniżej znajduje się spis jednostek płatniczych obowiązujących w czasach Nowego Testamentu.
As – rzymska jednostka monetarna z brązu, równa 1/16 denara
Denar – srebrna lub złota moneta rzymska, odpowiadająca 16 asom, przeciętne wynagrodzenie za dzień pracy. Każdy Żyd płacił denara jako osobisty roczny podatek dla Cezara
Drachma – srebrna moneta grecka równa denarowi
Sykl – in. srebrnik, wartość statera, W nich należało uiszczać podatek świątynny
Stater – srebrna moneta grecka, wartości 4 drachm

Judejczycy zamieszkujący ziemią Abrahama oraz Judejczycy z diaspory zobowiązani byli do płacenia podatku świątynnego (Ne 10,33-34). Prawo ustalało rocznie pół sykla na ofiarę Panu. Była to darowizna na rzecz kultu religijnego obejmująca miejsca, przedmioty i ludzi wykonujących służbę Bożą. Gdy Jezus wraz ze swymi uczniami przybył do Kafarnaum poborcy podatku świątynnego zapytali się Piotra, czy jego Nauczyciel płaci didrachme. Piotr odpowiedział, że nie płaci. Ustalone przez prawo pół sykla stanowiła wartość dwóch drachm, stąd u poborców wzięła się nazwa didrachma.
Wydaje się, że poborcy podatku nie są pewni, czy Jezus wędrujący po Judei i Galilei ma obowiązek zapłacenia podatku właśnie w Kafarnaum. Gdyby byli pewni swoich racji, ich mowa byłaby stanowcza i ostrzejsza. Znali stanowisko Mistrza w sprawie świątyni, wiedzieli o sporach z faryzeuszami. Mogli mieć także wątpliwości z powodu, że Jezus i uczniowie nie utrzymują się z pracy zawodowej, lecz z darowizn.
Gdy Piotr wszedł do domu, Chrystus nie pozwolił mu dojść do słowa, ubiegł go mówiąc: Szymonie, jak ci się zdaje, Od kogo królowie ziemscy pobierają daniny lub podatki? Od synów swoich czy od obcych? Gdy Piotr powiedział: Od obcych, Jezus mu rzekł: A zatem synowie są wolni (w. 25-26). Świątynia jest dla Chrystusa Domem Ojca, z tego powodu nie powinien na nią płacić podatku, w świątyni jest osobą swoją, nie obcą. Mistrz boi się jednak, że nie płacąc mógłby narazić bliźnich na zgorszenie. Niezapłacenie podatku mogło zostać uznane jako chęć zerwania stosunków z żydowską społecznością. Żebyśmy jednak nie dali im powodu do zgorszenia, idź nad jezioro i zarzuć wędkę. Weź pierwszą złowioną rybę, a gdy otworzysz jej pyszczek, znajdziesz statera. Weź go i daj im za Mnie i za siebie (w. 37).
Ryba, w której pyszczku znajdowano jakiś przedmiot, nie była dla rybaków znad Jeziora Galilejskiego czymś niezwykłym. Znana jest do dziś tzw. Ryba św. Piotra (Chromis imonie). Samce tego gatunku opiekują się narybkiem, nosząc go w pyszczku. Aby usunąć zdolne już do samodzielnego życia potomstwo, samczyk przez pewien czas trzyma w pyszczku jakiś przedmiot. Zwykle jest to gładki kamień. Zdarza się, że rybacy znajdują w złowionej rybie monetę. Tak, więc cudem było raczej to, że zgodnie ze słowami Zbawiciela, pierwsza złowiona ryba miała w pyszczku statera, na zapłacenie podatku, a nie sam fakt obecności monety w rybie.

Pytania
1. Uzupełnij równanie jednostkami monetarnymi występującymi na terenie Palestyny w czasach Jezusa (drachma, sykl, denar, as):
½______ = 32______ = 2______ = 2_____= ½______
2. Kogo prawo zobowiązywało do płacenia podatku świątynnego?
3. Czy Jezus płacił podatek na potrzeby świątyni (w. 24-25)?
4. Wymień powody argumentujące takie postępowanie Mistrza.
5. Dlaczego jednak Jezus poleca Piotrowi zapłacić podatek (w. 27)?
6. Na czym polegał cud związany ze staterem i rybą?

Nieurodzajny figowiec (Mt 21,18-22; Mk 11,12-14.20-25)

12 Nazajutrz, gdy wyszli oni z Betanii, uczuł głód. 13 A widząc z daleka drzewo figowe, okryte liśćmi, podszedł ku niemu zobaczyć, czy nie znajdzie czegoś na nim. Lecz przyszedłszy bliżej, nie znalazł nic prócz liści, gdyż nie był to czas na figi. 14 Wtedy rzekł do drzewa: «Niech nikt nigdy nie je owocu z ciebie!» Słyszeli to Jego uczniowie. 20 Przechodząc rano, ujrzeli drzewo figowe uschłe od korzeni. 21 Wtedy Piotr przypomniał sobie i rzekł do Niego: «Rabbi, patrz, drzewo figowe, któreś przeklął, uschło». 22 Jezus im odpowiedział: «Miejcie wiarę w Boga! 23 Zaprawdę, powiadam wam: Kto powie tej górze: „Podnieś się i rzuć się w morze”, a nie wątpi w duszy, lecz wierzy, że spełni się to, co mówi, tak mu się stanie. 24 Dlatego powiadam wam: Wszystko, o co w modlitwie prosicie, stanie się wam, tylko wierzcie, że otrzymacie. 25 A kiedy stajecie do modlitwy, przebaczcie, jeśli macie co przeciw komu, aby także Ojciec wasz, który jest w niebie, przebaczył wam wykroczenia wasze».

Figowiec jest często spotykanym w Palestynie drzewem owocowym. Przeważnie rodzi owoce dwa razy w roku: późną wiosną i wczesną jesienią. Czytamy w Ewangelii, że Jezus, gdy opuścił Betanię poczuł głód. Gdy spostrzegł drzewo figowe przybliżył się i sprawdził czy nie znajdzie na nim owocu. To wydarzenie miało miejsce wczesną wiosną, kiedy dopiero, co liście zaczynają pączkować, a więc na próżno było w tym czasie szukać fig, lecz w tym przypadku była to czynność symboliczna – podszedłszy bliżej, nie znalazł nic prócz liści, gdyż nie był to czas na figi. Wtedy rzekł do drzewa: Niechaj już nikt nigdy nie je z ciebie owocu! (w. 13-14). Przeklęcie drzewa przez Jezusa wydaje się czynnością zaskakującą. Mistrz nigdy nie dokonywał cudów destrukcyjnych, przynoszących szkodę. Tutaj jednak mamy do czynienia ze swoistą parabolą, która została odegrana przez samego Mistrza przypowieści.
Należy postawić pytanie: co, lub kogo symbolizuje drzewo?
Umieszczenie fragmentu w Biblii (bliskość sceny o oczyszczeniu świątyni i postanowieniu przez przywódców zgładzenia Jezusa – Mk 12,15-19) może świadczyć, że Jezus rozczarowany jest właśnie Izraelem. Cała historia Ludu Wybranego stanowiła przygotowanie na przyjście Zbawiciela. Obietnica ich narodowych dziejów mówiła, że kiedy przyjdzie Oczekiwany, przyjmą Go z ochotą – lecz gdy w rzeczywistości przyszedł, obietnica ta została tragicznie zaprzepaszczona i niespełniona. Zwierzchnicy narodu pozostali drzewem niepłodnym, na którym Chrystus nie znalazł owocu wiary. Jego czyny i słowa nie zostały przez nich przyjęte jako znaki realizacji odwiecznego planu Boga.
Jest to też potępienie takiego wyznawania wiary, za którym nie idą czyny. Drzewo figowe swymi liśćmi jakby zapowiadało, że czymś obdaruje, lecz nie przyniosło owocu. Tak samo człowieka nie należy oceniać po „otoczce”, lecz poznacie ich po ich owocach (Mt 7,16). Po owocach wiary i rodzących się z niej czynów jesteśmy rozpoznawani jako uczniowie Jezusa. Jeśli chcemy być naśladowcami Zbawiciela, owoce naszego życia powinny być dobre.
Gdy rano Jezus przechodził obok figowca, Piotr rzekł do Niego: Rabbi, patrz, figowiec, który przekląłeś, usechł (w. 21). Chrystus daje apostołom cenne wskazówki, jak żyć by podobać się Ojcu. Miejcie wiarę w Boga! (w. 22). Kto powie (…) a nie zwątpi w duszy, lecz wierzy, że spełni się to, co mówi, tak mu się stanie (w 23). (…) wierzcie, że otrzymacie (w. 24). A kiedy stajecie do modlitwy, przebaczcie, jeśli macie coś przeciw komuś, aby także Ojciec wasz, który jest w niebie, przebaczył wam wykroczenia wasze (w.25).

Pytania
1. W jakim czasie figowiec rodzi owoce? O jakiej porze roku Jezus szukał fig na ewangelicznym figowcu? Czy był to czas, w którym można było spodziewać się ich (w. 13)?
2. Dlaczego można sądzić, że cud przeklęcia drzewa miał charakter symboliczny?
3. Kogo symbolizować może to drzewo owocowe?
4. Jakim, wg Mistrza, trzeba być, by podobać się Bogu (w. 22-25)?

Podsumowanie
W obydwóch rozmnożenia chleba widzimy symbol nadejścia chleba Bożego zarówno dla Żydów, jak i dla pogan. Jeżeli zestawilibyśmy obok siebie te dwa wydarzenia, to na ich tle pojawia się sugestia, że Chrystus przyszedł, by zaspokoić duchowy głód zarówno Żydów, jak i pogan, że w Nim, Bóg prawdziwie otwiera Swe ramiona dla zadośćuczynienia każdej żyjącej istoty ludzkiej.
Gdy na morzu, wielka burza, Jezus ze mną w łodzi jest – mówi oazowa piosenka. Ważne jest, byśmy na rozszalałych wodach życia, płynęli łodzią wraz z Jezusem. Gdy tylko będziemy Go o to prosić, przyniesie pokój i nadzieję. Chrystus potrafi dojść nawet do najbardziej oddalonego od brzegu prawości grzesznika – tak jak doszedł do apostołów krocząc po jeziorze. Musimy w naszym życiu zaufać Zbawicielowi – niczym Szymon – zarzucić sieci i zebrać ogromny plon – tak jak Piotr – zarzucić wędkę i znaleźć ukryty skarb. Rozpoznawajmy owoce naszej egzystencji, w razie gdyby ich nie było, lub gdyby były złe, należy się czym prędzej zmienić, aby nie spotkał nas los drzewa figowego.

do góry